Pełnia Życia – recenzja

W momencie, gdy twoje życie jest jak marzenie i osiągnąłeś już wszystko, czego pragnąłeś, niespodziewanie los płata figle, rujnując twój świat: zostałeś sparaliżowany od szyi w dół, nie mogąc samodzielnie oddychać. Przykuty do szpitalnego łóżka, jedyne, czego pragniesz, to szybka śmierć — jak się okazuje, życie pisze najlepsze scenariusze.


Pełnia Życia opowiada historię Robina Cavendisha, jednego z najdłużej żyjących ludzi dotkniętych niemal całkowitym paraliżem w wyniku infekcji wirusem polio. Brytyjczyk przed chorobą nie mógł narzekać na brak pieniędzy i przyjaciół. Wydawałoby się, że po tak surowym wyroku ze strony losu, jakim jest niedowład ciała, już nic nie będzie takie same. Cavendish jednak ostatecznie przełamał depresję i odzyskał chęć do życia, a to dzięki żonie oraz nowonarodzonemu synowi. Produkcja więc przypomina inny podobny film, o tytule Zanim Się Pojawiłeś, gdzie nie brakuje romantycznych i bardziej optymistycznych scen.

pelnia_zycia2.jpgMonolith Films

I to jest właśnie jedna z największych bolączek recenzowanego filmu. Sielankowe fragmenty nie współgrają z resztą obrazu, wepchnięte jakby na siłę. Nie winię jednak samego zamysłu – bo pewnie chodziło o zasadę kontrastu – a wyłącznie nieporadność reżysera. Andy Serkis, znany bardziej jako Gollum z Władcy Pierścieni Jacksona, dla którego praca przy Pełni Życia była debiutem reżyserskim, nie potrafił jeszcze umiejętnie stworzyć wysokiej jakości obrazu filmowego. Produkcja cierpi na źle dobrane plany, kilka zbędnych scen, pewne luki w scenariuszu i niekiedy słabo akcentowane emocje bohaterów. Drugą osobą, która najbardziej zawiniła przy produkcji, jest autor muzyki. Ścieżka dźwiękowa momentami jest albo za głośna, albo kompletnie nie pasuje do akcji widzianej na ekranie. Generalnie jakaś pierwsza połowu filmu jest bardzo nierówna.

Na szczęście to się zmienia w dalszej części dzieła. Film zaczyna bardziej się skupiać na dramacie oraz sile i chęci walki protagonisty. Widz nieraz będzie trzymany w napięciu, podekscytowany, głęboko poruszony, a nawet zaszokowany. Przekaz filmu, skłaniający do wielu pytań, po seansie będzie tym mocniejszy, jeśli nie zna się biografii Cavendisha. Duża w tym zasługa aktorów, a zwłaszcza Andrew Garfielda (Niesamowity Spider-Man, Przełęcz Ocalonych), który zagrał główną rolę. Inne elementy zawarte w filmie, które należy pochwalić, to kompozycja klamrowa oraz użyte pod koniec projekcji autentyczne fragmenty nagrań wideo z archiwum prywatnego rodziny Cavendishów. Jeśli w polskim wydaniu DVD/Blu-ray znajdzie się więcej materiałów z domowego archiwum, będę wniebowzięty.

Podsumowując, Pełnia Życia to nierówny film. Składa się z elementów, które nie zawsze ze sobą współgrają, oraz obnaża niedociągnięcia ze strony niektórych twórców. Cóż, Serkis musi się jeszcze wiele nauczyć, jeśli chodzi o reżyserkę. I choć jego debiutanckiemu obrazowi daleko do francusko-amerykańskiego dzieła pt. Motyl i Skafander, to film z Garfieldem i Claire Foy da się przyjemnie oglądać. Pełnia Życia to nie tylko kolejny typowy film o miłości, naprzeciw której staje ciężka choroba – sprawdzający się w roli wyciskacza łez – ale również hołd złożony ojcowi przez syna, Jonathana Cavendisha, producenta filmowego. Szczerość i autentyczność, towarzysząca przy tworzeniu filmu, wraz z obsadą aktorską, dużo wniosła do produkcji, poprawiając tym samym ostateczną jakość i wrażenia z oglądania recenzowanego tytułu.

pelniazycia_plakat.jpgMonolith Films

(Głosy: 0)

Zobacz także:

Twarz – recenzja

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej reklamowany jest hasłem „Więcej niż ciało”. Jednak sama ładna buźka (treść) nie wystarczy,…

Posted by

Udostępnij: